„Bogowie
są nieśmiertelnymi ludźmi, ludzie- śmiertelnymi bogami.''
Heraklit
z Efezu
Prolog
Siedział
na ogromnym tronie zrobionym z kości swoich ofiar. W pomieszczeniu
było ciemno, a jedynym światłem jakie padało na połowę jego
twarzy dawała zapalona pochodnia. Choć był władcą silnym i
potężnym czuł się teraz bezradnie. Na nic mu była jego
waleczność. Przymierze było strzeżone przez największego władcę
tego świata, a nikt na świecie nie posiadał tak potężnych
zdolności magicznych, które mogłyby zdjąć owe zaklęcie.
Właściwie mógł to zrobić tylko bóg, a jak powszechnie było
wiadomo bogowie odeszli tuż po Pradawnej Wojnie i nigdy później
nie powrócili na ląd. Tak więc siedział i myślał. A czasu było
coraz mniej.
Wojna
musiała wybuchnąć. Tak głosiła przepowiednia. Wcześniej czy
później Erganię miał zakryć kurz bitewny, a na jej tronie miał
zasiąść nowy władca. Jego lud miał nadzieję, że tym kimś
będzie właśnie on.
-Pokonać
go może tylko krew mieszańca. A owi przedstawiciele zostali
wymordowani za czasów pierwszej wojny. -Mruknął zachrypniętym
głosem do postaci, która stała w cieniu. -Zabezpieczył się na
wypadek, gdyby jego rządy zaczęły komuś przeszkadzać. Jest
mądrzejszy niż myślałem.
-Istnieje
jeszcze jeden sposób.... Poślubienie ludzkiej księżniczki. -Przypomniał mu jego podwładny.
-Sądzisz,
że to takie proste? Nie można tak po prostu wejść do ludzkiego
królestwa, oświadczyć się księżniczce i zostać prawowitym
władcą.-Trzecia postać stojąca obok nie popierała tego pomysłu.
-Ale
można ją do tego zmusić. -Doradca uśmiechnął się szyderczo.
-Jak
ją znajdziemy? Królewskie córki przesiadują w pałacach, a nie
włóczą się po lasach i bagnach, Dardonie.
-Nie
możemy przelać ludzkiej krwi, ale możemy wkroczyć do Lilimorth i
rozkazać im wydać księżniczkę.
-Na
to potrzeba przygotowań. Na to potrzeba czasu. Musimy wpierw zawrzeć
pokój z Bar'zar. Musimy mieć ich za sojuszników.
-Wszystko po kolei przyjaciele. -Władca siedzący na tronie sięgnął do metalowego wiadra i zaczęła w nim grzebać.
Wyjął swoimi czarnymi szponami olbrzymiego szczura. Trzymał go
za ogon, a ten popiskując próbował oswobodzić się z jego
uścisku.
-A
kiedy już złamię pieczęć, zabiję Soveto i jego syna. -Odparł
zachrypniętym głosem po czym chwycił w dłoń szczura i jednym
ugryzieniem pozbawił go głowy. Na zimną posadzkę trysnęła
krew... -Ergania będzie moja.








